Lew z Nemei (cz.II)
17 sierpień 2007W wielkim, gorącym i zagraconym salonie siedziały dwie kobiety.
Kiedy sir Joseph wprowadził Herkulesa Poirot, mały pekińczyk rzucił się ku nim, szczekając zawzięcie i niebezpiecznie krążąc wokół nóg detektywa.
- Shan… Shan, wracaj. Wracaj do mamy, skarbie… Panno Carnaby, niech go pani złapie.
Druga kobieta pośpiesznie zerwała się z miejsca.
- Istny lew - mruknął Herkules Poirot.
- Tak, rzeczywiście - przyznała bez tchu pogromczyni Shan Tunga. - To taki dobry stróż. Nikogo i niczego się nic boi. Moje śliczne maleństwo.
Dokonawszy niezbędnej prezentacji, sir Joseph oświadczył:
- No, panie Poirot, to ja już pana zostawiam - po czym szybko skinął głową i opuścił salon.
Lady Hoggin - korpulentna kobieta o farbowanych na rudą włosach - sprawiała wrażenie osoby wielce drażliwej. Jej dama do towarzystwa, rozedrgana panna Carnaby, była pulchną osóbką o miłej powierzchowności, między czterdziestką a pięćdziesiątką. Odnosiła się do lady Hoggin z najgłębszym szacunkiem i najwyraźniej bała się jej panicznie.
- Proszę mi podać, lady Hoggin, wszystkie okoliczności tej ohydnej zbrodni - zagaił Poirot.
Lady Hoggin spłonęła rumieńcem.
- Bardzo mnie cieszy, że pan to mówi, panie Poirot. To rzeczywiście była zbrodnia. Pekińczyki są tak strasznie wrażliwe… wrażliwe jak dzieci. Biedny Shan Tung mógł umrzeć już z samego strachu.
- Tak, to było niegodziwe… niegodziwe! - wtrąciła bez, tchu panna Carnaby. - Proszę mi podać fakty.
- No więc to było tak: panna Carnaby wyszła z Shan Tungiem do parku na spacer…
- O mój Boże, tak, wszystko to moja wina - zakwiliła dama do towarzystwa. - Jak mogłam być tak głupia… tak niedbała…
- Nie chcę pani robić wymówek, panno Carnaby, ale uważam, że mogła pani zachować większą czujność - oświadczyła cierpko lady Hoggin.
Poirot przeniósł wzrok na damę do towarzystwa.
- I co się tam wydarzyło?
Panna Carnaby potoczyście i z lekkim podnieceniem zaczęła zdawać relacje:
- O, to było coś zupełnie niezwykłego! - wybuchnęła. - Przechodziliśmy koło kwietnika - Shan Tung był oczywiście na smyczy, już wcześniej pohasał po trawie - i właśnie kiedy miałam zawrócić do domu, moją uwagę przykuło dziecko w wózku… takie śliczne maleństwo… Uśmiechało się do mnie, miało takie śliczne różowiutkie policzki i takie loczki. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie spytać piastunki o jego wiek… ona na to, że siedemnaście miesięcy… i jestem pewna, że rozmawiałam z nią najwyżej minutę czy dwie, a potem spojrzałam nagle w dół i Shana już nie było. Smycz przecięto…
- Nikomu nic udałoby się podkraść i przeciąć smyczy, gdyby pani należycie wypełniała swoje obowiązki - wtrąciła lady Hoggin.
Wyglądało na to, że panna Carnaby w każdej chwili gotowa jest wybuchnąć płaczem.
- I co było dalej? - zapytał pośpiesznie Poirot.
- Naturalnie, szukałam go. Wszędzie. I wołałam! Pytałam też dozorcy, czy nie widział kogoś niosącego pekińczyka, ale on nikogo takiego nie zauważył… więc nie wiedziałam, co robić… dalej go szukałam, ale w końcu musiałam oczywiście wrócić do domu…
Panna Carnaby urwała raptownie. Poirot wyobrażał sobie doskonale, co działo się po jej powrocie.
- A potem dostała pani list? - zapytał. Opowieść podjęła lady Hoggin:
- Nazajutrz, poranną pocztą. W tym liście pisano, że jeżeli chcę jeszcze ujrzeć Shan Tunga żywego, mam wysłać dwieście funtów w banknotach jednofuntowych na nazwisko kapitana Curtisa, Bloomsbury Road Square numer trzydzieści osiem. Pisano, że jeżeli pieniądze będą znaczone albo jeżeli zawiadomimy policję, t… to odetną Shan Tungowi uszy i ogon!
Panna Carnaby zaczęła pochlipywać.
- Cóż za okropność! - wybąkała. - Jak ludzie mogą być tacy podli?!
- I było tam napisane - ciągnęła lady Hoggin - że jeżeli natychmiast wyślę pieniądze, to Shan Tung wróci do mnie zdrów i cały jeszcze tego samego dnia, ale jeżeli… jeżeli później zawiadomię policję, to Shan Tung za to zapłaci…
- O Boże, ,tak się boję, że nawet teraz… oczywiście pan Poirot nie jest właściwie z policji… - wymamrotała przez łzy panna Carnaby.
- Widzi pan więc, panie Poirot, że musi pan być nadzwyczaj ostrożny - powiedziała lady Hoggin z niepokojem.
Herkules Poirot czym prędzej rozproszył jej obawy.
- Ależ ja nie jestem policjantem. Będę prowadził dochodzenie wyjątkowo dyskretnie i bez rozgłosu. Zapewniam panią, lady Hoggin, że Shan Tungowi absolutnie nic nie grozi. Gwarantuję to pani.
Wyglądało na to, że owo magiczne słowo uspokoiło obie kobiety. - Czy ma pani jeszcze ten list? - ciągnął Poirot. Lady Hoggin potrząsnęła głową.
- Nie. Kazano mi dołączyć go do pieniędzy.
- I pani usłuchała?
- Tak.
- Hm, a to szkoda.
- Ale ja mam smycz - wtrąciła żywo panna Carnaby. - Mam ją przynieść?
Kiedy wyszła z salonu, Herkules Poirot skorzystał z jej nieobecności, by zadać kilka istotnych pytań.
- Amy Carnaby? Nie, nie podejrzewam jej. Jest poczciwa, chociaż, rzecz jasna, głupia. Miałam kilka dam do towarzystwa i wszystkie były beznadziejnie głupie. Ale Amy jest bardzo przywiązana do Shan Tunga i - co zrozumiale - była strasznie zmartwiona całą tą historią, tym że marudziła nad wózkiem, zaniedbując moje słodkie maleństwo! Te stare panny są wszystkie takie same, zwariowane na punkcie dzieci! Nie, jestem pewna, że ona nic miała z tym nic wspólnego.
- Rzeczywiście, to mało prawdopodobne - przyznał Poirot. - Ale skoro w chwili porwania pies znajdował się pod jej opieką, należy upewnić się co do jej uczciwości. Od dawna u pani pracuje?
- Prawie rok. Miała doskonałe referencje. Pracowała u starej lady Hartingfield aż do jej śmierci… zdaje się, że dziesięć lat. Później przez pewien czas zajmowała się kaleką siostrą. To naprawdę poczciwa dusza… ale, jak mówiłam, głupia jak but.
W tej samej chwili Amy Carnaby wróciła do salonu jeszcze bardziej zadyszana, niosąc smycz, którą niezwykle uroczyście wręczyła Poirotowi, spoglądając na niego z pełnym nadziei wyczekiwaniem.
Poirot z uwagą obejrzał smycz.
- Mais oni - bąknął. - Niewątpliwie została przecięta.
Obie kobiety nadal czekały z nadzieją.
- Zatrzymam ją.
Uroczyście schował smycz do kieszeni. Obie kobiety odetchnęły z ulgą. Herkules Poirot najwyraźniej zachował się tak, jak tego po nim oczekiwano.

We have been an ebay power seller and paypal confirmed seller of wow gold for years.
I know some wow gold in wow.