Jak wytrzymać z mężczyzną (cz.II)
14 wrzesień 2007Niepomiernie zdenerwowana kobieta, węsząc nieszczęście, zajmuje się wyłącznie swoimi
wątpliwościami, obawami, nadziejami, niepokojami, trzęsą się jej ręce, rozlatują szare
komórki i wzdrygają rozmaite organa wewnętrzne, racjonalna myśl natomiast nie ma do niej
dostępu. W szczytowej fazie skomplikowanych doznań przestaje panować nad sobą, dociera
do kresu wytrzymałości, bielma dostaje na oczach i szczękościsku, i taki właśnie moment służy jej eksplozywnie do chwytania byczych rogów. W najmniejszym stopniu
nieprzygotowana na cios, bez pojęcia o tym, co ma nastąpić dalej, niezdolna do niczego, traci
grunt pod nogami i popada w rozpacz.
No i na co jej te kwiaty?
Jednostka jako taka rozsądna i przezorna zaczyna od pogawędki ze sobą. Zastępuje
podejrzanego mężczyznę, przyjmuje ewentualność najgorszą i nastawia się na klops
radykalny. Na przykład:
Ona: Słuchaj, kochanie, chciałabym z tobą porozmawiać.
On: (milczy)
Ona. Słuchaj, kochanie, czy możemy porozmawiać?
On: Hmmmmm.
Ona: Słuchaj, kochanie…
Żeby nie tracić niepotrzebnie czasu i nie marnować całego dnia na pogawędkę ze sobą, z
wysiłkiem usuwa z umysłu fanaberie upartego głąba i przechodzi od razu do kolejnej fazy,
kiedy on już wreszcie odłożył gazetę i z wyrazem twarzy:
a. męczeńskim,
b. wściekłym,
c. kamiennym i nieodgadnionym,
d. obłudnie życzliwym,
e. podejrzliwie wrogim,
f. buntowniczym,
zaczął wydawać z siebie dźwięki ludzkiej mowy.
Ona: Panuje między nami nieprzyjemna atmosfera
i jakiś taki jesteś dla mnie niemiły. O co chodzi?
On. O nic.
Ona: Jak o nic, to dlaczego jesteś niemiły?
On: Nie jestem.
Ona. Owszem, jesteś. Mam wrażenie, że przestałeś mnie kochać.
On: (milczy i gapi się w okno)
Ona. Mówię do ciebie! Może byś cos odpowiedział?
On: Co mam odpowiedzieć?
Ona: (Zgrzytając w duchu zębami. Pogawędka ze sobą ma także i tę dobrą stronę, że można zgrzytać czym się chce, fizycznie i na zewnątrz)
Słuchaj,
czy ty mnie w ogóle jeszcze kochasz?
Czy tobie na mnie zależy?
On: (w naturze przenigdy by się tak szybko nie ugiął, ale w pogawędce ze sobą przeskakujemy uciążliwy fragment)
Mmmmm… no…
Ona: Mów wyraźnie! Pytam cię! Kochasz mnie jeszcze, czy nie?!
On: (z determinacją wyrywa jej tego byka i sam go chwyta za rogi)
Nie!
Ona: Jak to, nie…?
On: (już odblokowany, bo najgorsze ma za sobą)
Tak to. Pytasz, czy cię kocham,
no więc ci mówię, że nie.
To chyba widać?
Nie kocham cię.
Przestałem cię kochać.
Ona. Czy to ma znaczyć, że już ci wcale na mnie nie zależy?
On: Istotnie. To właśnie ma to znaczyć.
Ona: (Przerywa na chwilę pogawędkę ze sobą, bo zaczyna ją dławić. Łapie dech, ociera łzy, opanowuje wstrząs i podejmuje kwestię)
To co będzie?
Masz zamiar się ze mną rozstać?
On: Tak. Przemyślałem wszystko i uważam, że tak będzie najlepiej.
Rozstaniemy się kulturalnie i pozostaniemy w przyjaźni.
Ona: (w pogawędce ze sobą zastanawia się i przyjmuje wariant drugi, gorszy)
On: … rozstaniemy się i niech cię więcej nie widzę na oczy. Zapomnij, że w ogóle istniałem.
Ona: (Po namyśle przyjmuje wariant trzeci, jeszcze gorszy, żeby się uodpornić na wszystko)
On: Już dawno patrzeć na ciebie nie mogę! Wynoś się, odczep się, zejdź mi z oczu!
Znienawidziłem cię śmiertelnie! Niedobrze mi się robi, jak gębę otwierasz!
Ona: (W obliczu wielkich emocji doznaje pewnej ulgi. Eksplozja uczuć, obojętne jakich, jest bliska jej duszy)
Doskonale. Pójdę sobie. Gdzie mam się udać?
On: Gdzie ci się żywnie podoba. Nic mnie to nie obchodzi. Najlepiej do diabla.
Ona: Czy będziesz mi płacił alimenty?
On: Zwariowałaś?
Niby dlaczego miałbym płacić?
Młoda, zdrowa baba,
weź się do roboty!
Ona: (Ogłuszona nieco rozwojem sytuacji w pogawędce ze sobą, zaczyna się gwałtownie zastanawiać, co właściwie powinna zrobić i gdzie się podziać. Kiełkuje w niej bunt i popiskują czynniki racjonalne)
O nie! Do roboty mogę się wziąć, proszę bardzo, ale nigdzie nie idę! To ty się
wyniesiesz! Najlepiej do tej baby, dla której mnie porzucasz, łajdaku!
On: (W pogawędce ze sobą nie sposób przewidzieć, co teraz zrobi i powie. Zapewne odruchowo zaprzeczy babie, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. Kontynuacja
pogawędki napotyka trudności)
Ziarno już jednakże zostało zasiane i całe jestestwo kobiety przygotowuje się do zniesienia
klęski. Czynniki racjonalne ruszyły i zaczęły odwalać robotę. W dodatku on się zachował tak
obrzydliwie, że rozstanie wydaje się wręcz pożądane, a tę jakąś babę niech diabli wezmą i
szlag trafi.
Tak opancerzona kobieta może już przystąpić do przełamania męskiego milczenia i
zasadniczej rozmowy. Dla podbudowania nadwerężonej psychiki dobrze jest kupić sobie
przedtem nowy kapelusz, nowe pantofle, lub też nową kieckę i mieć to w zapasie, jeszcze ani
razu nie noszone. Myśl o przystrojeniu się po raz pierwszy w nowość spłynie balsamem na
duszę każdej jednostki żeńskiej.
Pogawędkę ze sobą można podjąć, ale nie jest to wskazane, jawią się bowiem i błyskają
rażąco pytania typu: „dlaczego”, a wśród nich zasadnicze: „dlaczego przestałeś mnie
kochać?”. Żadna kobieta samej sobie na to nie odpowie, a i mężczyzna będzie miał kłopoty, o
ile nie występują wyraźne przyczyny, wyłuszczone parę stron wcześniej. Dobrowolna
rezygnacja z odpowiedzi na to pytanie przekracza ludzkie siły i nie wchodzi w rachubę. W
rezultacie zasadnicza rozmowa może przybrać charakter niezamierzenie gwałtowny i wysoce
niepożądany.
Zależnie od temperamentów, zniszczeniu ulegną:
1. Twarz osoby zainteresowanej, uczestniczącej w konwersacji.
2. Odzież osoby jak wyżej.
3. Uwłosienie osoby jak wyżej.
4. Naczynia szklane i porcelanowe.
5. Długo i z wysiłkiem hodowane kwiaty w doniczkach.
6. Dobre stosunki z sąsiadami.
7. Niektóre, mniej solidne, fragmenty umeblowania.
8. Nieposzlakowana dotychczas opinia w oczach wymiaru sprawiedliwości.
9. Diabli wiedzą, co jeszcze.
A na jaki plaster nam ta cała robota
z naprawianiem szkód,
nie wspominając już o kosztach…?
Moment do przełamania męskiego milczenia wybrałam sobie zatem niewłaściwy ze
wszystkich punktów widzenia, marnując tym sposobem nie tylko gęsie wątróbki, ale także
ścisły związek z mężczyzną. Słusznie zostałam porzucona na zawsze. Głupota jest karalna.
Telefon dzwonił i dzwonił i dzwonił. Okazało się, że dzwoni służbowo. Bo zdobyłam się
wreszcie na to, żeby wyciągnąć rękę, ująć słuchawkę i przyłożyć ją do ucha.
— Czy pani przygotowała dokumentację do podpisu na jutro rano? — spytał mój szef.
Pień, a nie człowiek.
Kretyńskie pytanie.
Dużo mnie obchodziła dokumentacja. Zostałam porzucona, eks–mój mężczyzna odprowadził
mnie do domu z zaciśniętymi zębami i poszedł sobie z ulgą. Nie było go już. Nie miałam do
niego dostępu. Nie mogłam:
1 . Zrobić mu piekielnej awantury.
2. Zadawać pytań, natrętnie żądając odpowiedzi.
3. Przyciskać go do muru.
4. Podrapać mu twarzy pazurami.
5 . Rozbić mu na głowie kilku talerzy.
6. Pokazać mu się wypiękniona i kusząca, proponując kieliszek wina na pożegnanie.
7. Zawlec go do łóżka.
8. Szlochać w kamizelkę.
Zresztą, kamizelka, pod którą nie kołacze się nic, poza zniecierpliwieniem i niechęcią,
przedstawia sobą produkt bezwartościowy. Kamizelka musi nas co najmniej lubić, żeby był
sens wylewać w nią Izy.
9. Nic nie mogłam.
A ten bezduszny i tępy osioł zawracał mi głowę dokumentacją…!
Chciałam siedzieć w kacie i nie dotykać tego supła, który się we mnie zacisnął. Ewentualnie
rozdłubywać go masochistycznie nożyczkami do manicure. Nie chciałam rozmawiać z nikim,
a jeśli już, to z pewnością nie o dokumentacji. Prędzej o rodzajach płyt nagrobkowych.
Dokumentacja, rzeczywiście…
Niech ją sobie wetknie w dziurki od nosa.
Największym nieszczęściem kobiet stało się równouprawnienie.
Biologia, niestety, nie poszła z postępem. Opór jakiś głupi stawiła, ludzie swoje, a ona swoje i
nikt jej nijak nie może dać rady.
Z niesmakiem należy stwierdzić, że nadal tylko kobiety rodzą dzieci, a w dodatku karmią je
własną piersią i żaden chłop się za to nie łapie. Żaden także nie rwie się entuzjastycznie do
zajęć, przez całe wieki uważanych za damskie. Jedyne katusze, jakie sobie dobrowolnie
zadają, to trwała ondulacja, a i tak gdzie tej dzisiejszej, zimnej, do dawnej, robionej na
gorąco!
Jedna pani powiedziała kiedyś, że chodzi do fryzjera i robi trwałą wyłącznie po to, żeby
przeżyć nieziemską błogość w chwili zdejmowania owych gorących blach z głowy.
Mężczyźni przytomnie zdecydowali się na tę operację dopiero od momentu, kiedy zaczęła
przebiegać ulgowo i można im tylko zazdrościć zdrowego rozsądku.
Kobiety zaś musiały stracić wszelki rozum.
Mało im było rodzenia dzieci, mało rozrywek domowych w postaci prania, sprzątania,
gotowania i szycia, mało udręk z chłopami, których musiały obsługiwać, czuły zapewne jakiś
niedosyt masochistyczny, postanowiły bowiem pracować zawodowo i zarabiać pieniądze.
Tym sposobem do wszystkich zajęć tradycyjnych dorzuciły sobie zajęcia modernę.
Szczęśliwa z pełni życia kobieta, pławiąca się w orgii praw politycznych i obywatelskich, w
jednej dłoni dzierżąca odkurzacz, a w drugiej kalkulator, trzecią, z czułym uśmiechem na
ustach nalewa herbatkę mężowi, czwartą poprawia dziecku błędy w szkolnym zeszycie, piątą
wiąże tobół z brudami, żeby je odwieźć do pralni, szóstą… nie, zaraz, czy nie pomyliło mi się
z ośmiornicą…? A, co tam, szóstą robi sobie kunsztowny makijaż, siódmą podlewa kwiatki…
Ósmą zmywa.
Powiedzmy, że tobół da się wtrynić chłopu, chociaż oni pralni okropnie nie lubią. Z
tajemniczej przyczyny widok czystej, średnio czystej, a nawet brudnej poszewki na poduszce
nie robi na nich żadnego wrażenia, widok tejże samej poszewki przeliczanej w pralni,
wstrząsa nimi do głębi. Osobliwe zjawisko. Jednakże tobół swoje waży, mamy zatem
argument. Mężczyzna, jak prawie każde zwierzę płci męskiej, jest silniejszy fizycznie, a
nawet gdyby nie był, za skarby świata się do tego nie przyzna. No to niech nosi.
Jasne, oczywiście, istnieją porządni i szlachetni, którzy pomagają żonie w domu i w kuchni.
Jest to w ogóle nieporozumienie. Mamy równouprawnienie, czy nie? Mamy. Dlaczego zatem
w kuchni mężczyzna pomaga kobiecie, a nie kobieta mężczyźnie? Powinno to wypadać co
najmniej pół na pół. W parzyste dni on pomaga jej, w nieparzyste ona jemu, a o lata
przestępne nie będziemy się spierał.
Przy najbliższej okazji wyobrazimy sobie ten przestawiony świat, z kobietą na miejscu
mężczyzny i mężczyzną na miejscu kobiety i dopiero wtedy nam oko zbieleje.
Ależ istnieją tacy, istnieją, co to i zakupy zrobią i garnki pozmywają i kartofle obiorą i na
wywiadówkę do szkoły pójdą i sami sobie upiorą gacie i skarpetki, i nawet herbatę żonie
podadzą. Wszystko zrobią, posępniejąc sukcesywnie, a potem właśnie przestaną nas kochać,
bo nie ten kierat upiorny był celem ich życia.
Nie, to niezupełnie tak. Jedni przestaną nas kochać, a drudzy się z nami ożenią.
Sam diabeł za nimi nie trafi. Jedno jest pewne: cokolwiek uczynią będzie to miało na celu
pozbycie się zajęć, tradycyjnie damskich.
