Jak wytrzymać z mężczyzną (cz. V)
28 październik 2007W czasach, kiedy kobieta zajmowała się wyłącznie życiem prywatnym i nie zwaliła sobie na
głowę dodatkowo pracy zawodowej i tego piekielnego zarabiania pieniędzy, a zatem kiedy
miała nieco mniej obowiązków i obciążeń, cackali się z nią jak ze śmierdzącym jajkiem.
Podnosili upuszczone chusteczki i wachlarze…
Chociaż nie, z chusteczkami i wachlarzami damy sobie spokój. Z reguły upuszczane bywały
w celach podrywczych i liczne nieporozumienia i nieszczęścia wybuchały, jeśli do
podnoszenia rzucał się osobnik niewłaściwy, bo właściwy, idiota kompletny, nie połapał się w
sytuacji. Z życiem codziennym nie miały nic wspólnego.
…tylko ostatni gbur mógłby siedzieć, jeśli kobieta stała. Tylko ostatni cep bez wychowania
nie niósłby jej ciężkiego przedmiotu, wydartego ze słabych rączek. Tylko ostatni łajdak,
godzien potępienia wszechświatowego, obarczyłby ją jakimkolwiek załatwianiem spraw
publicznych, w rodzaju wizyty w urzędzie, naprawy instalacji, lub też zgoła dopilnowania
remontu całego domu, nie wspominając nawet o myciu powozu i obrządzaniu koni.
Obecnie natomiast, kiedy idiotycznie równouprawniona kobieta robi wszystko i oprócz tego
jeszcze trochę, traktowana jest tak. że zgroza ogarnia. Może sobie stać do upojenia, podczas
gdy mężczyzna, tępo i bezdusznie, siedzi na odwłoku jak ten pień. Może sobie dźwigać
ciężary (osobiście, z pustej ciekawości i głębokiego rozgoryczenia, razem wymieszanych, zważyłam kiedyś przyniesione do domu zakupy. Ważyły szesnaście i pół kilograma), a
mężczyzna okiem nie mrugnie…
Oj, dobrze już, dobrze. W towarzystwie kobiety własnej, lub tylko znajomej, obecny przy jej
boku, nosi, podnosi i stoi. Gdyby to był jego rodzony dziadek, osobnik niewątpliwie męskiej
płci, też by nosił, podnosił i stal.
Dlatego właśnie oni usilnie starają się unikać zarówno dziadka, jak i kobiety, spełniającej
akurat obowiązki życiowe.
…spycha na nią wszystko, od hydraulika poczynając, a na Urzędzie Podatkowym kończąc.
Na wiosnę oczy widziałam nawet, jak kobieta obrządzała konia wierzchowego i nie
zawodowo, a prywatnie. Stały wielbiciel obok obrządzał siebie.
Jeśli nie każą jej myć samochodu, to tylko w obawie, że źle umyje i zrobi mu coś złego.
Ależ nie mówimy w tej chwili o wybuchach płomiennej miłości! O tej pierwszej fazie uczuć,
kiedy najdroższa stopka nie ma prawa pogrążyć się w kałuży, nawet jeśli odziana jest w
gumiak, kiedy z najdroższej rączki wyrywa się wieczorową torebkę wagi piętnaście deko, nie
w celach rabunkowych, tylko dla zdjęcia z ukochanej ciężaru, kiedy co poniektórzy posuwają
się nawet do serwowania własną ręką herbatki we dwoje. Mówimy o fazie ostatniej, która
potrafi przetrwać chociażby i pół wieku.
Gdzie sens. gdzie logika?
Równouprawniona kobieta, wychodząc z domu, musi mieć przy sobie pieniądze. Czy tam
kartę kredytową, wszystko jedno.
Sama chciała. Niegdyś w miejscu publicznym płacił za nią mężczyzna i spaliłby się ze
wstydu, gdyby mu zabrakło. W strasznych czasach dzisiejszych nie wiadomo, czy ona nie
będzie musiała zapłacić za niego. Co gorsza, on się tym wcale nie przejmie.
Jedyne osoby, którym ocalał jakiś cień rozumu, to damy, profesjonalnie niewłaściwej
konduity. One jedne traktują mężczyzn jak należy, a z nich żadnemu nawet nie zaświta, żeby
wymigać się od kosztów. Istnieje w tym głęboki sens, który powinno się dokładnie i naukowo
rozważyć.
rozbawieni równouprawnieniem swojej naturalnej wyższości mężczyźni, z początku oburzeni,
rozgoryczeni, zdezorientowani i w rezultacie bezradni, rychło dostrzegli ogromne korzyści
własne. Wydatki mniejsze. Inwencji z siebie pazurami wygrzebywać już tak bardzo nie
trzeba, bo kobiety część obowiązków przejęły. Można delikatnie dać folgę lenistwu. Ach,
jakiż piękny robi się świat!
Z właściwą sobie tępotą jednakże nie zauważyli, że zarazem przyschły im cechy męskie. No
owszem, zostały jeszcze przy myszach.
W obliczu myszy najwyraźniej objawia się różnica płci i nic na świecie myszom nie dorówna.
Z tajemniczych powodów— miłych zwierzątek boją się panicznie prawie wszystkie kobiety i
żaden mężczyzna, i jest to zapewne jakiś przepis biologiczny nie do zwalczenia. Męska
przewaga, męska odwaga, męska dzielność, męska rycerskość, męska siła. męskie wszystko,
przy myszach na jaw wychodzi, budząc w kobietach uczucia właściwe i przez odmienną płeć
wysoce pożądane. Same myszy, nie jest to dużo, ale zawsze coś, i dziwić się tylko należy, że
mężczyźni myszami nie operują obficiej. Tyle że chłopcy hodują białe myszki, co stanowi
zapewne przejaw zdrowego instynktu.
Seks się do myszy nie umywa. Do pięt im nie sięga.
Między nami po cichutku mówiąc, kobiety wcale się tych myszy tak gremialnie nie boją. W
dużym stopniu, tak, ale nie wszystkie. Większość z nich jednak ma dość oleju w głowie, żeby
dziki popłoch symulować dla osiągnięcia wytęsknionych, męskich reakcji. I proszę,
mężczyźni w lęk kobiet przed myszami wierzą święcie i sami go rozreklamowali, co wyraźnie
świadczy o ich głębokiej potrzebie walki ze smokiem w obronie uciśnionej dziewicy.
Zważywszy, iż niniejszy utwór pisany jest przez jednostkę płci żeńskiej, nie należy popadać w
przesadę, dopatrując się w nim pełnej logiki, konsekwencji i trzymania się tematu. Nie ma na
świecie kobiety, dla której ścisłe trzymanie się tematu nie okazałoby się szkodliwe dla
zdrowia. Konflikty wewnętrzne powodują nerwice.
Do seksu w ogóle jeszcze wrócimy. Na razie stoimy na ogłupieniu mężczyzn.
Od zarania dziejów z samego dna duszy wybiegały im pragnienia: być wielbieni i podziwiani.
Kobiety przytomnie ów postulat spełniały, ale męskie półgłówki utrudniły im zadanie.
Wykorzystując nieszczęsne równouprawnienie, zaprezentowali:
- Bezradność życiową i finansową.
- Mniejszą odporność na wszystko.
- Lenistwo śmiertelne.
- Lekkomyślność przerażającą
- Kompletną głupotę, przejawiającą się między innymi w głębokiej wierze,
iż kobieta zdoła istnieć w trzech osobach,
z których każda nadaje się do czego innego
i co innego zrobi,
dokładnie w tym samym czasie. - Egoizm i wygodnictwo bez granic.
- Oraz różne cechy, przejęte od kobiet, dla każdej kobiety wstrętne, bo żadna nie ma
najmniejszej ochoty użerać się jeszcze i z własną płcią.
Niewierności, skłonności do łgarstwa i tchórzostwa natury cywilnej nie musieli prezentować
ostatnio, bo te rzeczy kobietom znane były od wieków.
No i jak takich, do licha, podziwiać i wielbić?!
A może bruździ kwestia stroju…?
W tej dziedzinie kobiety zgłupiały wprost przeraźliwie.
Inna rzecz, że niektóre mody wymyślał wyjątkowo złośliwy antyfeminista. Może nawet
zboczeniec. Nienawidząc kobiet śmiertelnie, podstępnie spróbował obrzydzić je wszystkim i
nie da się ukryć, że mu się to w dużym stopniu udało.
Zaćmienie umysłowe jakieś sprawiło, iż kobiety ostro poszły mu na rękę i przystroiły się w:
- Wory, niezłe na kartofle./li>
- Coś w rodzaju dętek samochodowych, nadmuchanych.
- Łachmany.
(Co do łachmanów, być może, dopuszcza je tradycja. Puchowy śniegu tren, panienka, występująca w pieśni przyodziana była w łachmany, spod których prześwitywało
różowe ciałko, wysoce ponętne dla pana. Jak ono mogło być różowe w lutą zimę i
trzaskający mróz, jest nie do pojęcia, właściwa byłaby raczej żółtawa siność, poezji
zatem nie należało brać poważnie.) - Stępory, zastępujące obuwie.
- Męskie kurtki i swetry, skandalicznie pogrubiające.
- Spodnie, nie dopasowane.
- Kombinezony, zdarte z traktorzystów.
- Ścierki, kuchenne i do podłogi.
- I tym podobne utensylia, nie bacząc na efekt.
A tymczasem kto kiedy widział Marilyn Monroe, albo Ginę Lollobrygidę, dając już spokój
pani de Pompadour, w obrzęchanych portkach do usuwania mierzwy spod krów? Jeśli zaś
któraś pojawiła się w zbyt dużym swetrze, to tylko po to, żeby go natychmiast z siebie zdjąć.
Ten efekt odpada. Zważywszy ilość mężczyzn, pętających się wszędzie, gdyby kobiety na
każde męskie spojrzenie miały zdzierać z siebie odstręczajace sztuki garderoby, potworny
ruch panowałby na ulicach, a w ogóle dowaliłoby to im jeszcze więcej roboty.
